W tym tygodniu wydarzyło się coś bardzo rzadko spotykanego w branży. Decyzją   Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Olkuszu woda z sieci wodociągowej obsługującej ponad 80 tysięcy mieszkańców nie mogła być używana do picia i celów sanitarnych! Wykryto w niej bakterie coli.

Można powiedzieć: monitoring i procedury nie zawiodły. Sprawę odkryto w poniedziałek 8 lutego około godziny 8-mej. Już w południe ludność była zawiadomiona o skażeniu sieci wodociągowej. Wykorzystano wszystkie dostępne środki łącznie z megafonami radiowozów policyjnych! Jednocześnie z całej okolicy w zagrożony rejon zjeżdżały  beczkowozy – nawet z Nowego Sącza (to odległość ponad 150 km!). Zapewniono dostawy wody pitnej dla wszystkich.

Jednocześnie służby techniczne przedsiębiorstwa wyodrębniły obszar skażenia – szybka akcja dezynfekcji wody spowodowała, że już we wtorek około godziny 17-tej alarm można było odwołać.

Dzięki systematycznej kontroli jakości wody, którą prowadzą przedsiębiorstwa, awaria została błyskawicznie zauważona, odbiorcom usług dostarczono natychmiast wodę z beczkowozów i poinformowano o skażeniu.

Jaka nauka płynie z tej historii? Zawsze zdarzyć się może awaria, ale ciągły monitoring pozwala na szybką reakcję i zoptymalizowanie strat.

W pogoni za zmniejszaniem strat wody musimy określić optimum, a jednocześnie wyjaśniać wszystkim, że odpowiedzialność za jakość wody spada nie tylko na przedsiębiorstwa wodociągowe, ale również na administratorów budynków odpowiedzialnych za wewnętrzne instalacje wodociągowe.

I na koniec podkreślić należy wyjątkową solidarność braci wodociągowej nie pozostawiającej potrzebującego bez pomocy!